Pamiętam czasy, kiedy moja mama była główna księgową w Spomaszu, który produkuje konstrukcje stalowe, hale i inne elementy tego typu. Dwa razy w roku, kiedy trzeba było robić bilanse, spędzała całe noce z wielkim kalkulatorem (wtedy jeszcze zasilanym prądem), stertą papierów i ogromną ekierką, obliczjąc słupki i wykresy związane ze stopą sprzedaży na konstrukcje stalowe. Jej wieczory nad księgami rachunkowymi utrwaliły mi się w pamięci. Kojarzę je z cisza i skupieniem, w jakim pogrążony był wówczas nasz dom. Mama nie zostawała po godzinach w biurze, lecz w domu analizowała te swoje konstrukcje stalowe, hale pod kątem procentów, zamówień złożonych i zrealizowanych, aktywów i pasywów firmy. Do dziś doceniam z siostrą to, że starała się ? mimo nawały trudnej roboty ? spędzać z nami jak najwięcej czasu i między budżetami na konstrukcje stalowe, hale, szkielety konstrukcyjne a obliczeniami dochodów i przychodów ? lepiła pierogi z owocami.
Te dziecinne sentymenty dookoła cyferek skończyły się tym, że i ja zostałam księgową, w dodatku w firmie mamy, gdzie również zajmuję się tematami takimi jak konstrukcje stalowe. Dzisiaj jednak standardy pracy uległy dziwnemu rozciągnięciu. Chociaż wyposażono nas w superkomputery, pracy przybywa, papierkó nie ubywa. A siedzenie z pracą w domu w ogóle odpada. W gorących momentach, kiedy jest sezon budowlany i konstrukcje stalowe idą niczym świeże bułeczki, tkwię w biurze po nocach nad arkuszami kalkulacyjnymi. Pierogi? Z mrożonki i we wspomnieniach.
